| Spływ Trzebośnicą |
|
|
|
| Poniedziałek, 16 Sierpnia 2010 12:47 |
|
Na 7 sierpnia grupa entuzjastów i amatorów kajakarstwa postanowiła wyznaczyć termin spływu Trzebośnicą. Po zatwierdzeniu trasy, znalezieniu sprzętu i skompletowaniu załóg, pozostało tylko czekać na wyjazd. Około 9 rano busem pojechaliśmy do Huciska, aby zacząć dziewiczy spływ Trzebośnicą. Oczywiście nie jest to tak, że nikt nigdy naszą rzeką nie płynął. Pływali pontonami, ale krótkie trasy. My postanowiliśmy popłynąć aż do Krzeszowa. Płynąc do naszej "tamy", podziwialiśmy bałagan na brzegach: olbrzymie ilości słomy porwanej z pól przez deszcze, setki reklamówek oraz dwie lodówki. Ale im bliżej tamy, tym czyściej. Nad jazem upiekliśmy kiełbaski i po zejściu niżej popłynęliśmy dalej. Do Krzeszowa dopłynęliśmy wieczorem, łącznie pokonaliśmy ponad 16 km Trzebośnicą i 7 km Sanem. Spływ, jeśli porównam z Wieprzem, był podobny, choć nasza rzeka jest o tyle trudniejsza, że nie czyszczona i nie przygotowana na spływy. Ale jeśli porównamy Trzebośnicę i Tanew, to Trzebośka jest bardzo prosta. Na spływie było 7 "dwójek" i jedynka. Większość wioślarzy to osoby, które już pływały na rzekach. Tym, którzy po raz pierwszy płynęli taką wąską "kiszką" też się podobało, choć byli po spływie bardzo zmęczeni. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na następny, a to pewnie wkrótce. Zdjęcia w fotogalerii. Marcin Szwedo
|
© 2001:2012 Sarzyński Serwis Informacyjny
ISSN 1898-6226






