Grupa Pierwszej Pomocy PCK

Początkiem września 2011 r. dwaj młodzi mieszkańcy Nowej Sarzyny, Mieszko Midur  i Grzesiek Jarosiewicz, założyli pierwszą w okolicy Grupę Pierwszej Pomocy PCK. Sarzyński Serwis Informacyjny postanowił dowiedzieć się, jakie miejsce pośród służb ratowniczych zajmuje jednostka, jakie stawia sobie cele i… skąd właściwie pomysł jej założenia

Mieszko : To ja wyciszę telefon…

Olka: A jak będzie wezwanie?

Grzesiek: No, szczerze mówiąc, gdyby zdarzyło się tak, że w tej chwili dostalibyśmy sygnał, że coś się dzieje, to byśmy cię wyprosili.

O: Zdarzają się takie wypadki, że jesteście wzywani do takich akcji?

M: Dzięki Bogu – na razie nie.

O: Ale to jest kwestia tego, że jeszcze się nie „rozsławiliście”, czy…

M:  …tego, że po prostu nic się jeszcze nie stało.

O: Ale ludzie wiedzą, że mogą was wzywać?

G: W momencie jakiejś katastrofy do pomocy może nas wezwać Gmina, centrum zarządzania kryzysowego, straż, policja i inne służby. Jesteśmy wpisani do rejestru podmiotów Centrum Zarządzania Kryzysowego, właściwie pozostały już tylko formalności.

O: Czyli jesteście taką dodatkową siłą medyczną w okolicy?

M: Tak, ale nie tylko. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to i worki z piaskiem możemy układać .

O: Na jakiej zasadzie funkcjonuje grupa?

M: Ja i Grzesiek przewodniczymy grupie, w skład której wchodzi jeszcze osiem osób. W momencie, kiedy odbieram od służb mundurowych, władz gminy albo Centrum Zarządzania Kryzysowego wiadomość o zagrożeniu, uruchamiam swego rodzaju łańcuch: powiadamiam jedną osobę z grupy, która następnie dzwoni do  kolejnej i tak dalej, aż do odebrania wiadomości przez Grześka; on potwierdza jej otrzymanie, dzwoniąc do mnie. Od tego momentu grupa ma piętnaście minut na zebranie się w siedzibie sztabu. Na razie nie musieliśmy przerabiać tego naprawdę,; raz tylko urządziliśmy Mikołajkowy alarm, żeby sprawdzić, jak grupa poradzi sobie, jeśli zajdzie taka potrzeba. No i musimy pamiętać, że  grupa nie funkcjonuje jako system ratownictwa medycznego, lecz tylko jako pomoc w zdarzeniu masowym.

O: Od czego się zaczęło? Skąd pomysł założenia  jednostki?

G: Historia jest krótka. Zaczęło się od zabezpieczenia corocznej imprezy, jaką jest Pożegnanie Wakacji. Marcin Szwedo poprosił nas, żebyśmy zorganizowali pokaz pierwszej pomocy przedmedycznej. Przez miesiąc spotykaliśmy się co parę dni, żeby go przygotować, uzgodnić, co musi zostać pokazane.  W międzyczasie czekaliśmy na wyniki, czy zostanę tak naprawdę ratownikiem medycznym…  Na szczęście były pozytywne.

M: No i z czasem zrodziła się myśl: „Czemu Nowa Sarzyna ma być gorsza?”

O: Gorsza od kogo?

M: Takie grupy ma Kraków, Wrocław, Bydgoszcz, Białystok…  Najbliżej nas – Przemyśl.

O: To duże miasta, w których dużo się dzieje. Nowa Sarzyna potrzebuje takiej grupy?

M: jeśli chodzi o ratowanie ludzkiego życia, to każda minuta jest na wagę złota. Kiedy dzieje się coś złego – dajmy na to pożar, z którego trzeba wydostać wiele osób, duży wypadek drogowy – naszym zadaniem jest uzupełnić  braki w czasie i odciążyć inne służby tak, by pomoc dotarła do wszystkich na czas. Możemy zabezpieczyć teren i zająć się mniej rannymi, by pogotowie mogło pomóc innym.

G: My nie dysponujemy kompletnym sprzętem ratowniczym. Właśnie dlatego nie jesteśmy tak ściśle systemem ratownictwa; do tego musielibyśmy spełnić różne kryteria. Przede wszystkim – pojazd. Drogi. Sprzęt ratowniczy – drogi. Sama torba R1 kosztuje cztery tysiące, a gdzie deska ortopedyczna, defibrylator, kołnierze… Nie mamy na to pieniędzy. Dokładamy, ile możemy z własnych kieszeni, ale przecież sami nie mamy stałych dochodów.

O: Rozumiem, że chcielibyście zwiększać swoje możliwości. A sponsorzy?

M: Pieniędzy się szuka. Nie zawsze jest pozytywny odzew…

O: Szczerze mówiąc – pojawiliście się znikąd. Ja nie neguję, próbuję obiektywnie patrzeć: przychodzicie do kogoś po pieniądze, dwóch młodych ludzi, właściwie bez zaplecza… powinno się to doceniać, ale pewnie nie wygląda to na tyle… poważnie.

G: Nie słyszy się o nas za dużo, bo i za dużo się nie dzieje. Widać nas przy okazji imprez cyklicznych– Pożegnania Wakacji, Reggae Andrzejek, a ostatnio Admin Cup – kiedy ktoś prosi nas o zabezpieczenie wydarzenia.  Przy współpracy z Komendą Policji w Leżajsku zorganizowaliśmy akcję sprawdzania i poszerzania wiedzy kierowców w zakresie pierwszej pomocy przedmedycznej.  Ostatnio prowadziliśmy też instruktaż w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej.

O: Czym się zajmujecie oprócz tego?

M: Nasza grupa liczy 10 osób. Przeprowadzamy szkolenia dla ośmiu młodszych uczestników. Chcemy, by potrafili zachować się w sytuacji zagrożenia.
Niesamowite, jaki głód wiedzy mają ci ludzie. Spotkanie planowane jako dwugodzinne czasem wydłuża się do pięciu godzin, bo musimy odpowiadać na pytania, które przychodzą im do głowy w trakcie zajęć. Staramy się ułatwić im zdanie kursu pierwszej pomocy, udało się nam nawet obniżyć jego cenę u instruktora.

O: Jakie perspektywy rozwijania grupy?

M: Póki co, niestety, wszystko rozbija się o brak pieniędzy.  Chcielibyśmy powiększyć grupę, ale nie możemy tego zrobić, dopóki nie jesteśmy w stanie zapewnić każdemu podstawowego ekwipunku i profesjonalnego sprzętu. Wtedy zwiększyłyby się nasze możliwości i bylibyśmy bardziej przydatni społeczeństwu.

O: A tak właściwie… po co wam to wszystko? Jesteście młodzi, moglibyście robić cokolwiek innego, bawić się dobrze, spokojnie skończyć szkołę albo znaleźć pracę i nawet, jeśli byłaby to praca ratownika medycznego, mielibyście za to pieniądze. I jeszcze to, że podejmując się ratowania czyjegoś życia, przyjmujecie odpowiedzialność za nie.

M : Chcemy  pokazać, że wbrew temu, co się mówi, tutejsza młodzież potrafi być ambitna i nie zajmuje się tylko piciem alkoholu czy paleniem papierosów pod blokiem.  Chcemy poszerzać wiedzę ludzi z zakresu pierwszej pomocy; wreszcie chcemy, by czuli się bezpieczniej, kiedy idą na jakąś imprezę organizowaną w okolicy. Ktoś nam kiedyś powiedział, że żeby chcieć być ratownikiem medycznym, trzeba mieć nierówno pod sufitem; to ciężka i kiepsko płatna, a bardzo odpowiedzialna robota. Ale my to lubimy. Nic nie daje takiej satysfakcji jak pomoc komuś w sytuacji zagrożenia, jak proste, szczerze „dziękuję”.